Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Swiateczny poswiateczny wpis...

piątek, 08 stycznia 2010 22:14

Juz od dawna sobie to wymarzylam. Wspolne, rodzinnie spedzone swieta i mnostwo sniegu. Spelnilo sie. Przylecielismy co prawda dwoma oddzielnymi lotami - tak wyszlo - ale w wigilijny wieczor, po raz pierwszy od kilku lat, zasiedlismy wszyscy razem do stolu. Bylo cudownie, cudownie...nie da sie opisac. A kilka dni pozniej spadl snieg...Tyle sniegu, puszysty bialy puch, wygladal jak ser na swiatecznym serniku. I jestem, wciaz jestem - napawajac sie kazda chwila, ladujac akumulatorki na kolejny rok. Bo chyba nic tak nie cieszy jak takie szczesliwe uwienczenie dobrego roku! Merry Spoznione Christmas!

komentarze (1) | dodaj komentarz

Sobota i konferencja

sobota, 24 października 2009 22:10

Oczywiscie padlam okolo polnocy i zasnelam na kanapie. Obudzilam sie bo sie psu w nocy kupe chcialo. No to musialam ja wyprowadzic. A rano kiedy tak sobie smacznie spalam kamiennym snem to przyszedl Vi i zaczal mnie wybudzac zebym z nim pojechala na konferencje lektorow i wykladowcow bo sam nie chcial jechac (dodam ze tydzien temu wyciagnal mnie na... festiwal renesansu) Odpowiedzialam mu burczeniem po czym odwrocilam sie na drugi bok i zasnelam. Dopiero po godzinie snu laskawie zgodzilam sie pojechac a to tylko dlatego ze potrzebowalam paru ksiazek na studia. Poszlismy na dwa wyklady, mowili ciekawie choc uczestniczyc mi sie specjalnie nie chcialo. Bylo duzo nauczycielek w srednim wieku i to same cieple kluchy w wiekszosci. Ale bylo ciekawie.

A teraz siedze w domu i nie wiem od czego tu zaczac. Czy ktos ma jakies skuteczne metody na sprzatanie :P

komentarze (4) | dodaj komentarz

Rownowaga i balans

piątek, 23 października 2009 21:09
Nareszcie piatek!

Nawet lawiej mi sie rano wstawalo! A dzis byly zajecia komputerowe przez dwie godziny ("Teacher, teacher!" slychac bylo co minute). A tak naprawde to chce mnie czasem w srodku poszarpac i to nie dlatego ze ludzie nie potrafia utrzymac myszki lub znalezc kursora ale dlatego ze nie sluchaja co sie do nich mowi a potem zadaja to samo pytanie piec razy. Na poziomie zaawansowanym! I nawet najwieksza cierpliwosc tu nie pomoze. Bo ja jestem z natury bardzo cierpliwa osoba. Serio. No ale poniewaz dzis jes FRIDAY!! to niewiele bylo w stanie wyprowadzic mnie z rownowagi (ale zobaczymy co wydarzy sie wieczorem...).

Poki co siedze tutaj w slonecznym pokoju o czerwonym dywanie i napawam sie blekitnym niebem i promieniami sloneczka ktore wpadaja przez wielkie okno. Chyba zaraz zrobie sobie kubek pachnacej zielnej herbaty. A na dworze juz chlodno! Czas na swetry..

komentarze (0) | dodaj komentarz

Czwartek!!

sobota, 10 października 2009 6:56

I znowu czwartek. A raczej - nareszcie. Obudzilam sie w srodku nocy bo pociely mnie komary. Obudzilo mnie wlasne drapanie po rekach. Wstawanie bylo meczarnia. Jak zwykle. W drodze do lazienki obijalam sie o sciany. Potworne zmeczenie towarzyszylo mi praktycznie przez caly dzien. To chyba przez ta deszczowa pogode. A najgorsze jest to ze nie za bardzo moge pozwolic sobie na takie zmeczenie w pracy. Odbija sie to na moich studentach no i kto chce wtedy siedziec na takich zajeciach...? Jest to wiec pewnego rodzaju presja ktora dodatkowo mnie obciaza. Ale marudze. A w pracy nie bylo tak zle. Oprocz tego ze jeden ze studentow dyskretnie mnie poinformowal ze mam wielka dziure w spodniach ( a dokladnie w kroku...), musialam caly dzien chodzic z chusta (a raczej jedwabnym szalikiem) przewiazanym w pasie (wszystkim sie podobalo a ja czulam sie dziwnie). Fajne mam klasy w ogole. I poranna i wieczorna. Rano zaawansowanych a wieczorem poczatkujacych. Duzo by o nich opowiadac. Szczegolnie ci poczatkujacy maja wiele do powiedzenia (a zdawaloby sie odwrotnie...). Moi zaawansowani studenci to kujony a poczatkujacym niewiele wystarczy zeby wpadli w szal zabawy. Tak jak wczoraj. Padlo pytanie: "Do you ever drink milk for breakfast?". A w klasie mamy faceta ktory ma na imie Ever. Ever oznacza "kiedykolwiek" wiec padla dwuznaczna odpowiedz: "I milk ever..." po czym zapadla cisza. Ciezko bylo ich potem opanowac i juz do konca dnia slyszalam jak sie z niego nabijali ze "Ever daje mleko". A to malpy! :P

A tak w ogole to ogarnelo mnie jakies lenistwo. Niby na brak zajec nie moge narzekac a jednak kiedy juz do czegos przychodzi to naprawde sie ociagam. Moze to dlatego ze przez 8 godzin dziennie jestem na nogach z malymi przerwami kiedy siadam na rogu biurka - naprawde, nie potrafie siedziec za biurkiem bo kojarzy mi sie to ze stara leniwa nauczycielka. No wiec stoje i laze po tej klasie i gadam i pisze i ciagne ich za te jezory zeby cos mowili. I fizycznie i psychicznie jest to meczace bo jak tu zachecic grupe osowialych porannym deszczem studentow zeby w koncu wlaczyli myslenie i rozgrzali szare komorki...? A kiedys wydawalo mi sie ze to taka latwa i przyjemna praca! I masz babo placek! Ale nie, u mnie nie ma siedzenia. Skoro ja sie do zajec przygotowuje to oni tez musza cos z siebie dac. Nie ma latwo.

I jeszcze tylko jeden dzien wstawania i yupii!! Weekend! Tylko co tu konkretnego zrobic coby tego czasu nie zmarnowac? Opcji jest wiele a jedna z nich porzadki ktore ciagna sie juz od bardzo dawna. Wlasciwie to od momentu kiedy wrocilismy z Japonii. Po 2 tygodniach dostalam juz prace i tyle se postrzatalam. Wiec poki co wiele rzeczy jest w punkcie wyjscia. Sciany strasza pustkami. Zdjecia czekaja w pudle zeby je oprawic i popowieszac. Czas tez schowac letnie ubrania - lato powoli juz ucieka w goracym Teksasie. I jeszcze drzwi wejsciowe trzeba pomalowac i takie tam...wydawalo by sie drobiazgi a jednak wazne.

A jak juz w koncu porobimy co trzeba to zamieszcze jakies przyzwoite zdjecie.

komentarze (5) | dodaj komentarz

Curry Chicken

środa, 08 lipca 2009 20:43
Juz od wielu dni panuja straszne upaly. Jest 104 F czyli ok 40 stopniu w cieniu! Wilgotnosc przy tym nie do zniesienia....dobrze ze jeszcze tylko troche lata i nadejdzie jesien. Mam nadzieje ze zrobi sie chlodniej.
Ostatnie tygodnie zlecialy mi na pracy, nauce i probie urzadzenia naszego domku. Nilla robi sie coraz wieksza i robi coraz wieksze kupska (a dzis narobila w kacie bo ja Vi przekarmil z wieczora. Normalnie jej sie to nie zdarza). Jak zeszlam rano na dol to myslalam ze mi nos urwie. Nie omieszkam dodac ze narobila...na kablach. Nie ma to jak mily poczatek dnia.
A jak juz mowa o problemach zaladkowo-trawiennych to strasznie sie w tamten weekend strulam. Mielismy tzw Cooking Show w klasie. Jeden ze studentow przygotowal curry chicken (a curry jest moja numer 1 znienawidzona przyprawa swiata). Tymczasem on nalozyl mi pelniutki talerz i stal nade mna zeby sie upewnic czy mi smakuje. Kiedy popatrzalam na jego usmiech od ucha do ucha to nie moglam mu odmowic. Myslalam ze mi zoladek wyskoczy z obrzydzenia. Kurczak jak kurczak ale sos przyprawil mnie o odruch wymiotny. Zjadlam ile moglam a reszte cichaczem przemycilam do kuchni. Ukradkiem otarlam lzy ktore polaly mi sie ciurkiem jako reakcja na jedzenie ktorego nie znosze i od razu zagryzlam czyms innym. A nastepnego dnia w sobote...obudzilam sie z takim uczuciem ciezkosci w zaladku. Od razu wzielam tabletke na nadkwasote ale nie pomoglo. Objawy nasilaly sie z godziny na godzine, okropny bol, nudnosci, wymioty i biegunki. Doszla goraczka, dreszcze i oslabienie z utraty wody. Lekarstwa nie dzialaly. Zasypialam i budzilam sie z krzykiem bolu jakby ktos wykrecal mi zoladek. Probowalam pic ale od razu wszystko zwracalam. Po 8 godzinach w bolach wyladowalam na pogotowiu z powodu odwodnienia. Okazalo sie ze w jedzeniu byla jakas bakteria. Podlaczyli mnie pod kroplowke, do konca wieczora spalam. W niedziele i poniedzialek wciaz do siebie dochodzilam, nie poszlam do pracy. Wielu studentow tez sie potrulo i nie przyszlo do szkoly. Powiedzialam sobie ze juz nigdy ale to nigdy nie tkne curry. Choc w sumie to wszystko przez ta bakterie.
Dzis piatek wiec kazdy juz zyje weekendem. Nie wiem jeszcze co bede robic bo ostatni weekend przelezalam w lozku niestety. NIe bede sobie za wiele obiecywac bo i tak sie ze wszystkim nie wyrobie. Puciaczek pewnie trafi do wanny bo juz dawno nie byla kapana. Pewnie znowu bedzie uciekac. Nie ma to jak piatek. W kazdy piatek uroczyscie otwieram pojemniczek z lodami zeby uczcic koniec tygodnia. I nie mam co narzekac bo lubie swoja prace ale ten rozklad....zajecia do 10 naprawde mnie wykanczaja. I mimo ze wieczorna klase mam rewelacyjna (w przeciwienstwie do porannej ktora liczy tylko 6 osob) to kazdej nocy padam z nog. O moich studentach moznaby ksiazke napisac, sa swietni. W kazdym wieku, o roznych osobowosciach. 19 osob. Mam najliczniejsza i najglosniejsza klase a przy tym najsympatyczniejszych ludzi. Nie moglo mi sie lepiej trafic. Sa przezabawni. A wszyscy przychodza po pracy, zmeczeni. Jest super. Ale sie rozpisalam. Ide cos zjesc i za 2 godziny znow na zajecia. A potem juz tylko weeeeekend!!!

komentarze (1) | dodaj komentarz

 123456  »

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 20 marca 2010

Licznik odwiedzin: 5024

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

Moje zycie w Japonii

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 04.10.2009 21:24:24
  • autor: marcelka35
  • treść: Podziwiam Cie za to ...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: